Witajcie Pelikany! Czyli pierwszy raz w Azji – przygotowania.

Dlaczego Pelikany? O tym będzie później 😉

Sam pomysł aby wybrać się w rejony azjatyckie długo już obijał mi się między uszami, ale zawsze był odkładany na dalszy plan..

Pewnego pięknego marcowego poranka, siedząc w pracy przed ścianą z monitorów i marząc o kolejnej wyprawie słyszę cudowny dźwięk RSS’a. Wrzucili jakąś nową ofertę na tanie przeloty. Niewiele myśląc odpalam zakładkę i co widzę… Bangkok na 2 tygodnie z Warszawy w dobrej cenie i to jeszcze przez Dubaj.. to jest to! A więc czas start…. Mija pierwsza minuta, trzeba uzyskać zgodę na urlop, podnoszę wzrok nad biurko, cesarz siedzi na swoim miejscu, nie jest źle 🙂 Szybkie pytanie czy dostane urlop, po pierwszej fali zdziwienia i komentarzach typu ale masz pomysły i nie masz co z czasem robić jest zgoda!

Mija trzecia minuta ustalamy termin, Dobra cena jest pod koniec maja.. mówią że pora deszczowa, wilgoć, monsuny… co to dla mnie, dam radę ! A może nie? eee jednak dam! Data została wybrana!

Mija czwarta minuta. Zaczynają się poszukiwania portfela i karty, gdzie ja znów to zasiałem…. Kiedyś nauczę się numeru na pamięć i skończy się ten problem.

Minuta piąta.. Jest karta! Szybkie wklepanie danych i …. jest bilet. Resztą będziemy się martwić później.

Po przewertowaniu setek stron o tematyce podróżniczej plan rodził się w bólach i męczarni (przecież maj to pora deszczowa, nie jedź tam!) W wielu miejscach znalazłem sprzeczne lub nieaktualne informacje ale co tam. O tym na bieżąco postaram się opowiadać w tekście.

Co dzień obiecywałem sobie że usiądę i postaram się coś zaplanować żeby nie jechać w ciemno, wiedzieć mniej więcej co i jak. Niestety na obietnicach się kończyło.

Dzień przed wyjazdem plan wyglądał tak: kilka dni w Bangkoku, potem kilka dni na Koch Samui, 2 dni w Kuala Lumpur, 3 dni w Siem Reap. Na tym skończyła się moja inwencja twórcza, na więcej nie starczyło czasu więc będziemy improwizować!

Pomocny okazał się kalendarz biurkowy, poza tym gdybym gdzieś zaginął to zostawiam po sobie ślad! 🙂

Plan

Bardzo przejrzysty plan 🙂 Wersja 2.3.5.24 z 344 poprawkami

Pewnego dnia wstaję rano, patrze na kalendarz.. jutro wyjazd! Trzeba by się zapakować po pracy. Cały mój ekwipunek musiał zmieścić się do plecaka, nie było to zbyt trudne. Tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ciuchy będę prał na miejscu więc obejdzie się bez znacznej ilości, zapasowy telefon, karty pokładowe, ładowarki itp. Następnego dnia wylot mam po pracy więc wszystko musi być już przygotowane. I tak czegoś zapomnę, nie może być inaczej…

Najpierw trzeba jakoś dostać się do Warszawy, z pomocą przychodzi Ryanair i jego super promocje z biletami po 9 zł. Wylatuję dzień wcześniej i przy okazji odwiedzę siostrę. Wylot z Warszawy mam o 14:40, na miejscu jestem po 13 więc mam trochę czasu na zwiedzanie lotniska. Dużym zainteresowaniem cieszyła się gablota z zarekwirowanymi rzeczami przez służbę celną.

Gablotka Celników

Sądziłem że trzeba być idiotą żeby przewozić takie rzeczy, nie da się ich przecież kupić normalnie na rynku czy bazarze. Bardzo się myliłem jak się później okaże:)

Zbliża się czas odlotu więc trzeba poszukać bramki. Po krótkiej chwili ukazała się moja pszczółka 😉

Samolocik ;)

Zazwyczaj latam tanimi liniami lotniczymi więc podekscytowanie sięga zenitu. Pierwszy raz polecę linią z prawdziwego zdarzenia.

Boarding

 

Szybki boarding, wpuszczali nas falami w zależności kto miał gdzie miejsce zaczynając od tyłu samolotu. W międzyczasie można obczaić system rozrywki który jest na naprawdę dobrym poziomie.

System

 

Muzyka

W czasie lotu nadrobiłem swoje zaległości muzyczne, Biblioteka była naprawdę niezła, zaczynając od klasyki kończąc na metalu.

 

 

W czasie lotu turbulencji brak więc można poczytać książkę, przydałoby się jednak światełko. Przyzwyczajony do mniejszych samolotów i tanich linii szukam na górze włącznika i merdam lampką w prawo i lewo.. nie chce działać;/ 2 siedzenia dalej gość próbuje dokładnie tego samego co ja, bez rezultatu.. może wyłączyli ale rozwalone? Udało mi się przyczaić sąsiada jak włączał lampkę… pilotem….

Z daleka było widać kto zazwyczaj lata małymi samolotami usiłując bezskutecznie zapalić lampkę 😉

Gwiazdy

Po 2 godzinach lotu kazali nam zasłonić okna o wymusili noc. Nawet gwiazdy było widać! I to nie na zewnątrz tylko w samolocie:) Bardzo fajnie to zrobili, mają u mnie plusika.

O 22:20 wylądowaliśmy w Dubaju, do przesiadki mam 4 godziny więc można zwiedzić lotnisko.

Telefon

Może komuś telefonik za skromne 27000 zł ? Szkoda że nie zabrałem ze sobą drobnych.

ZNAI

źródło http://www.dutyfreemagazine.ca/

Dubaj ma nieziemską organizację na swoim lotnisku, biorąc pod uwagę że jest to jedno z największych lotnisk, nie ma się co dziwić że mają wszystko rozplanowane tak aby ułatwić naiwnym turystom poruszanie się między bramkami. Każde przejście i terminal jest dokładnie oznakowany więc nie da się zgubić, chyba że wyskoczymy na „szybkie” zakupy 🙂 Cenowo wypada to całkiem dobrze aczkolwiek kupić możemy raczej artykuły z wyższych półek.

Największy ruch na lotnisku zaczyna się z godzinach nocnych ze względu na wiele połączeń w kierunku Azji. Na mój samolot musiałem czekać do 2:15. Mimo że miałem sporo czasu nie udało mi się zwiedzić całego lotniska, jest naprawdę wielkie! Dla porównania naniosłem kontury lotniska na mapę Gdańska.

lotnisko_map

 

Przed odlotem udało się zdrzemnąć chwilę obok terminala. Obudził mnie hałas ludzi którzy ruszyli z miejsca jak tylko zaczął się boarding. Czas wyruszać do Bangkoku!

Ludzi wyraźnie mniej niż w pierwszym locie, mogłem się rozłożyć na siedzeniach. Każdy dostał podusię i kocyk więc co tu dużo robić.. trzeba spróbować się kimnąć 🙂 O 2 z groszami nie miałem z tym większego problemu, wcześniej jeszcze rozdali nam karteczki z menu ale sądziłem że będą karmić raczej pod koniec lotu. Niestety się myliłem.. niedługo zostałem perfidnie wybudzony ze snu.. a ciastko mi się śniło! Udało mi się podnieść powieki, kobieta z obsługi coś do mnie mówi.. chwila, dajcie się ogarnąć i dobudzić! Musiałem wyglądać bardzo inteligentnie zaraz po przebudzeniu gdy nie mogłem zrozumieć co do mnie mówi, nie wiem jak u innych ale mój mózg po przebudzeniu operuje polskim językiem, na angielski przestawiam się dopiero jak się dobudzę. Na szczęście nie trwało to długo. Tak więc szybka kolacja? Śniadanie? Czy coś pomiędzy…. i znów spać. Obudzili nas jakieś 50 min przed lądowaniem, pozbierali koce i kazali złożyć siedzenia.

 

Arrival

 

Każdy dostał tak zwaną Arrival Card, karta składa się z dwóch części, jedną wypełniamy i oddajemy przy kontroli paszportowej, drugą część nosimy cały czas przy sobie i oddajemy ja przy wylocie z kraju. Pola adresu czy nr lotu nie są zbyt skrupulatnie sprawdzane.

 

Samo lądowanie było bardzo łagodne, kołowaliśmy dosyć długo, lotnisko też nie należy do najmniejszych. Zaraz po wyjściu z samolotu udajemy się do bramek, szybkie sprawdzenie paszportu, zdjęcie i… witamy w Tajlandii!

 

W następnej części:

 

Sto.

 

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *