Pierwszy raz w Azji – Bangkok cz.1

A więc przygodę czas zacząć…:)

Pierwszym punktem na mojej liście rzeczy „do zrobienia zaraz po przylocie” był zakup karty lokalnej SIM po to by mieć w miarę stały dostęp do internetu. Naczytałem się na różnych blogach że w Tajlandii jest problem z darmowym WI-FI, również w hotelach. Długo nie musiałem szukać stanowiska przy którym mogę kupić kartę, zaraz po wyjściu z hali przylotów ukazał się piękny napis „4G mobile internet”.

NET

Źródło http://thaiprepaidcard.com/

 

Kolejka dosyć spora więc cierpliwie czekam, po kilkunastu minutach czas na moją kolej, dostaję karteczkę z cennikiem, ważnością konta i „ilością internetu”. Wybieram 1Gb za ok 15zł na 30 dni, w zupełności wystarczy to dla mnie na cały pobyt. Dowiaduje się że każdy nr jest rejestrowany i przy zakupie muszę okazać paszport, szybkie spojrzenie na stanowiska obok, faktycznie każdy daje paszport więc to chyba nie przekręt. Zajechałem piękną angielszczyzną do sprzedawczyni, chcę 1 Gb na 30 dni, niestety nie mówi po angielsku… mały szok ale ok, pokazuje na kartce co mnie interesuje i daje swój telefon. W cenie jest instalacja karty i konfiguracja. Karta sim niestety jest za duża ale małe sprawne rączki w mgnieniu oka wycinają ją zwykłymi nożyczkami, u nas to wycinarek potrzebują… Stoję uradowany jak Kubuś Puchatek z garnka miodu, jeszcze chwilę i będę miał lokalny numer, prawie jak prawdziwy Taj 😀

Niestety radość nie trwała długo, dostaję telefon z napisem Activation Failed… no tak, zapomniałem ściągnąć simlocka… ajfon srajfon…. skleroza nie boli. Na szczęście nic nie musiałem za to płacić ale pozostałem bez internetu i z polską kartą, mówi się trudno, jakoś to będzie.

Czas poszukać autobusu do centrum. Przeleciałem całe lotnisko ze 2 razy ale nigdzie nic nie ma, nawet żadnych wskazówek gdzie iść. W  międzyczasie udało mi się namierzyć informację, w końcu od tego oni są żeby pomagać zagubionym turystom. Tam dowiaduje się że autobus już nie jeździ.. od 3 lat. Ahh, blogi nie grzeszą aktualnością danych a oczywiście byłem zbyt leniwy że sprawdzić dojazd wcześniej na stronie lotniska. Dowiedziałem się że obecnie kursuje tam kolejka Airport Rail Link, posiada dwie linie, jedną „normalną” i „ekspresową”, dostałem mapkę więc w drogę.

Trafić do kolejki nie było ciężko, wszędzie wisiały oznaczenia ze strzałkami, wcześniej je widziałem, ale przecież szukałem autobusu!

Przed wejściem na stację stoją automaty w których kupuje się specjalne żetony, obsługa jest banalnie prosta, wybieramy odpowiednim przyciskiem stację do której chcemy dojechać, wkładamy monetki i wypada żeton który później przykładamy do czytnika przy wejściu. Gdyby ktoś miał jakieś problemy co kawałek stoją Tajowie i kierują zbłądzonych turystów.

Potem schodzimy schodami na stację… oczom ukazało się coś takiego:

 

Kolejka

 

No dobra ale gdzie ta stacja? U nas trochę inaczej to wygląda, może jeszcze dalej trzeba iść? Obok dwóch francuzów również zaczęło się oglądać na prawo i lewo szukając przystanku. Momentalnie podszedł taj informując że mamy czekać tu, kolejka za chwilę przyjedzie. Taaa jasne, pewnie jakiś przekręt, zbyt dużo się naczytałem w internecie jak to na każdym kroku chcą na tobie zarobić. Nagle słyszę dziwny dźwięk, otwierają się szklane drzwi…. ooo… kolejka przyjechała 🙂

Dojazd do końca linii zajął niecałe 40 min, do hotelu mam jeszcze jakieś 3 km, odległość nie była jakaś straszna ale skwar był nie do zniesienia, dodatkowo ubrany byłem jeszcze w europejskie, trochę cieplejsze ciuchy więc trzeba poszukać jakiegoś transportu. Z czym kojarzy się Tajlandia? Z tuk tukami!

TukTUk

Momentalnie znów przypomniały mi się złote rady bloggerów, targuj się! Cena dla turysty jest zawyżona minimum o 50%! Pierwsze podejście do tuk tuka, pokazuję kierowcy nazwę mojego hotelu ale ten nie ma zielonego pojęcia gdzie to może być. Wcześniej udało mi się sprawdzić że leży on blisko mekki backpackersów,Khao San Road więc pytam o to. Uśmiech na twarzy Taja zdradził że wie gdzie to jest, żąda 300 THB (1THB to ok 11gr.), odpowiadam że mogę dać maksymalnie 150. Nie spotkałem się z zadowoleniem, mimiką twarzy stwarzał wrażenie jakbym powiedział coś bardzo głupiego. Usłyszałem ok 250. Może nie dosłyszał lub nie rozumiał? Wyciągam telefon i piszę na nim 150, ten sam wyraz twarzy, nie chce zejść niżej. Niezrażony idę kawałek dalej, tuk tuków tu jak u nas biedronek, na każdym kroku. Następny żąda 200, o jest progres! Szybka negocjacja i jadę za 120 THB. Umiem się targować!

Potem szybkie zameldowanie w hotelu i można zwiedzić najbliższą okolicę. Nawet nie chciałem korzystać z mapy, chciałem iść tylko przed siebie, gdzie oczy poprowadzą.

Zawędrowałem na „Królewską promenadę”, jedną z głównych ulic Bangkoku.

Krol

Tajowie bardzo cenią wizerunek Króla. Jego podobizna widnieje praktycznie w każdym domu, restauracji czy knajpce, wszystkie banknoty i monety również posiadają jego podobiznę. . Na królewskiej promenadzie dumnie wznoszą się ołtarze ku czci Króla i Królowej. Nie będę zanudzał nikogo suchymi faktami ale warto wiedzieć że w dniu urodzin Królowej w Tajlandii obchodzony jest Dzień Matki, natomiast Król jest zapalonym krótkofalowcem, można go czasem spotkać w eterze. Może kiedyś uda mi się nawiązać z nim łączność i otrzymać kartę QSL 🙂

Robi się powili ciemno, lekko opadam z sił więc trzeba się przespać i z samego rana wyruszyć na podbój Bangkoku! W hotelu mam nawet internet, prędkość oszałamiająca, przypomniały mi się czasy modemów, nawet przez moment wydawało mi się że słyszę dźwięk wybierania numeru! Po chwili okazało się że to jednak nie to tylko sąsiad chrapie za ścianą. Z najświeższych informacji ze świata dowiedziałem się że chińska firma wysłała 13 tys. pracowników na darmowe wczasy do Bangkoku i okolic. Po Paryżu przyszedł czas na Tajlandię, mam nadzieję że nie będzie tak źle.

Tu możecie poczytać o Paryżu

A tu to Chińczykach w Tajlandii

Noc była bardzo ciepła,podziękujmy temu który wymyślił klimatyzację! Z samego rana szybki prysznic, potem nasmarować się kremem do opalania i w drogę. Najpierw mam plan udać się do największej świątyni w całej Tajlandii, Wat Phra Kaew w której znajduje się posąg Szmaragdowego Buddy. Odległość od hotelu nie jest znaczna więc można wykorzystać wbudowany środek transportu, czyli własne nogi. Po drodze przed przejściem dla pieszych zatrzymuje mnie „pracownik muzeum” jak się przedstawił, pyta skąd jestem więc odpowiadam że z Polski, z uśmiechem odpowiada aaa Warsaw! Po krótkiej rozmowie dowiaduje się że świątynia jest dziś zamknięta ze względu na jakieś święto, wstęp mają jedynie Tajowie ale może mi zaproponować mega super hiper wycieczkę w jeszcze lepszej cenie które oferuje jego zaprzyjaźnione biuro podróży. O tym przekręcie słyszałem wcześniej więc grzecznie podziękowałem i ruszyłem w stronę świątyni, gość szedł za mną jeszcze jakieś 100m mówiąc że nie mam tam po co iść bo zamknięte, aż w końcu odpuścił.

 Świątynia Szmaragdowego Buddy)

Z daleka kompleks robi niemałe wrażenie, nie mogę doczekać się kiedy wejdę do środka. Wejście znajduje się po drugiej stronie więc czeka mnie jeszcze mały spacerek, po drodze kierowcy tuk tuków namawiają na podwózkę po drzwi ale co to za frajda przejechać 200m. Mijam ostatni zakręt i….

Wat Phra Kaew

O… chyba cała grupa Chińczyków wybrała tą samą godzinę na zwiedzanie co ja… obok stało jeszcze kilka autobusów z których wychodzili wciąż nasi przyjaciele 🙂 Nie mam zamiaru się przeciskać więc po szybkim sprawdzeniu mapki idę w kierunku innej świątyni-Wat Pho. Główną świątynie zaliczę ostatniego dnia w Tajlandii 🙂

Po drodze zaglądam jeszcze to malutkiej świątyni która znajduje się pomiędzy nimi.

 

Wat Pho

Nie da się opisać zapachów kadzideł i kwiatów lotosu które wypełniają całe pomieszczenie. Pośrodku oczywiście tamtejsze odmiany „tacy” na datki 🙂

 

Temple of the Emerald Buddha.

Po drodze mijam jeszcze Ministerstwo Obrony, nawet nie musiałem sprawdzać na mapie co to za budynek, z daleka widać:)

Wejście do świątyni kosztuję 100 THB, (ok 11zł) Gratis dają nawet butelkę wody, co za rozrzutność!

Bangkok ciekawe miejsca

Przy wejściu stoi kilka stożków, mniejszych i większych, bogato przyozdobionymi malutkimi ceramicznymi płytkami, naprawdę misterna praca. No dobra ale po co to jest? Skoro jest ich tu aż tyle muszą mieć jakieś znaczenie. Dowiedziałem się że te stożki nazywają się „Stupy” i symbolizują w buddyzmie doskonałe oświecenie oraz pełnią rolę takich dużych talizmanów. Pod każdym z nich znajduje się ofiara ze złota oraz przedmiot który ma „ukierunkować” moc danej stupy, np. jeśli ma chronić przed złymi mocami obok złota w środku znajduje się broń, zazwyczaj miecze, koziki lub inna broń biała. Poza tym trzykrotne okrążenie stupy zgodnie ze wskazówkami zegara ma przynieść pomyślność. Przesądny nie jestem ale subtelnie okrążyłem te największe, mam nadzieję że im większa stupa tym większa pomyślność:D

Stupa

IMG_2202

 

IMG_2222

 

staruszek

Wejścia do wewnętrznej części kompleksu strzeże uśmiechnięty staruszek

 

Osioł

Spotkałem nawet osła ze Shreka!

Budda

Dookoła znajdują się zadaszone alejki pełne posągów Buddy, praktycznie w ilościach hurtowych. Większość turystów przechadzała się tymi alejkami głównie ze względu na zadaszenie i cień które było zbawieniem przy czterdziestostopniowym upale.

IMG_2217

Alejka otoczona jest filarami oraz czymś co przypomina gzyms, z tym że znajduje się to na wysokości oczu, aby wejść do środka należy się pochylić, nieświadomie przy tym kłaniamy się Buddzie, tak zmyślnie wymyślili to Tajowie. Aparat na tym zdjęciu miałem miej więcej na wysokości głowy 🙂

Powoli zaczęło się zagęszczać, coraz więcej zwiedzających to znak że zbliżam się do jakieś głównej atrakcji. Nie pomyliłem się, kawałek dalej zobaczyłem wejście do świątyni Leżącego Buddy. Przed wejściem musimy zdjąć obuwie. Tajowie bardzo przywiązani są do tego, wchodząc do czyjegoś domu obowiązkowo musimy zdjąć obuwie przed wejściem, wejście w butach oznacza brak szacunku. Na szczęście dla pelikanów, czytaj turystów Tajowie są bardzo pobłażliwi i potrafią przymknąć na to oko lub grzecznie upomnieć.

Świątynia to dom Buddy więc dlaczego miałoby być inaczej? Z tym że tu nie ma przebacz, buty zostawiamy na schodach. Co kawałek wiszą karteczki oraz pilnują tego sami mieszkańcy. Dla chętnych są nawet woreczki na obuwie ale używają ich raczej tylko turyści.

IMG_2223

 

 

Leżący Budda

Pierwsze wrażenie: niesamowity zapach kadzideł, przepiękne malowidła wykańczane złotem i malutki posąg Buddy… Na zdjęciach wydawał się nieco większy ale zdjęcia przecież kłamią…

Leżący Budda

Trochę rozczarowany idę dalej i widzę wielki tył głowy, okazało się że wszedłem do świątyni od zaplecza, przecież nie może być łatwo a dodatkowo prawdziwy facet nigdy nie zapyta nikogo o drogę! Dlaczego? Bo nie i już!

 

Złoty Budda

Posąg faktycznie jest gigantyczny, nie da się uchwycić go na jednym zdjęciu jednak turyści z kraju kwitnącej wiśni nie poddawali się stawali na głowie żeby uchwycić całego.

Monetki

Wzdłuż całego posągu (a jest długi!), ustawiono naczynia na datki na utrzymanie świątyni, szybko dorobiono do tego przesąd mówiący że wrzucenie do każdego naczynia monetki przyniesie szczęście. Turyści nie mają drobnych? Żaden problem! Przed rządkiem ofiarnym możemy kupić pojemniczek z klepakami za jedyne co łaska nie mniej niż 20 THB. I tu kolejna rzecz, jeśli w pojemniczku będzie dokładnie tyle monet co naczyń możesz poczuć się jakbyś wygrał na loterii! Czeka Cię szczęście! A co jeśli masz ich za dużo? Przyjmijmy że będziemy bogaci 🙂

 

Kapliczka Buddy

Powoli opuszczam główną świątynię, nawet nie wiem kiedy zleciało pół dnia, przydała się nawet darmowa woda. Po drodze mijam jeszcze małą kapliczkę. Zauważyłem że rdzenni mieszkańcy modlą się głównie przy takich małych kapliczkach, duże atrakcje są zazwyczaj pełne ludzi co przeszkadza w skupieniu i oddaniu się modłom.

 

IMG_2258

 

Oddając cześć Buddzie zapalamy świecę, kadzidła, pozostawiamy kwiat lotosu lub dolewamy oliwy do lampki.

Podstawa Budda

IMG_2278

Przed wejściem do tego miejsca wisiała karteczka z przekreślonym aparatem… to znaczy że nie możemy robić zdjęć aparatem… Nic nie pisali o telefonach 🙂 Nie rozumiem dlaczego w niektórych świątyniach można robić zdjęcia a w innych nie, niestety nie udało mi się tego dowiedzieć.

 

IMG_2281

Ognisty zwierzak który odstrasza złe moce.

 

IMG_2285

Opuszczając kompleks usłyszałem dosyć głośny śpiew. Kilku mnichów modliło się wraz z innymi osobami. To co widać na stolikach przed nimi to dary od ludzi. Mnich może żyć tylko z tego co dostanie od innych ludzi, nie może nic kupić samemu dlatego przed większością klasztorów lub większymi ośrodkami modlitwy można kupić gotowe zestawy podarunkowe zawierające najpotrzebniejsze rzeczy jak również bardziej wyszukane artykuły:)

IMG_2291

 

Dłuższą chwilę wsłuchiwałem się w modlitwy, są nieco hipnotyzujące ale czas ruszać dalej. Przy ulicy stoją tuk tuki, zaczepiają każdego wychodzącego turystę i namawiają na podwózkę. W planach mam przedostać się na drugą stronę rzeki i zwiedzić jeszcze jeden kompleks świątyń, tym razem Wat Arun. Szybko obczaiłem na mapie gdzie jest jakaś przystań, niecały kilometr więc trzeba trochę poszorować buty:)

 

C.D.N…

 

 

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *