Kuala Lumpur

Wstaje kolejny piękny dzień w Tajlandii… Chwila.. nie… przecież jestem w Malezji!

Pobyt w Kuala Lumpur był wypadkiem przy pracy, taniej było kupić bilety tu, zostać jeden dzień i lecieć do Kambodży, niż pokonać tą trasę bezpośrednio. Skoro już tu jestem trzeba ten czas jakoś pożytecznie wykorzystać! Na swojej liście miałem dwie pozycje, najbardziej rozpoznawalne wieżowce w Malezji, Petronas Tower oraz jaskinie Batu. Pogoda z samego rana nie była zbyt ładna, więc pierwszą atrakcja będą jaskinie, miałem nadzieję że pogoda się poprawi do wieczora.

Hotel miałem bardzo blisko dworca więc przemieszczanie się nie było trudne, stacje są bardzo dobrze opisane i raczej ciężko się zgubić, choć na pierwszy rzut oka wydaje się to bardzo skomplikowane. Wrażenie potęguje mnogość linii komunikacyjnych oraz różnorodność przewoźników. Na początku zrodziło się milion pytań, jaki bilet kupić, gdzie go kupić, co będzie jak pojadę złym przewoźnikiem, z nie tym biletem co trzeba? Strach ma zazwyczaj wielkie oczy i sami sobie stwarzamy problemy, więc trzy głębokie oddechy i do dzieła, trzeba to rozkminić! Kto jak kto, ale ja nie dam rady? Szybko okazało się że każdy przewoźnik ma swój peron(!), bilet kupujemy w okienku lub automacie, który znajduje się przed wejściem na konkretny peron. A co z przewoźnikami? Każda linia oznaczona jest swoim kolorem, przed każdą stacją jest tablica z informacja z opisem gdzie możemy dojechać z tej stacji,  a co ważniejsze linie rzadko się dublują.

Komunikacja Kuala Lumpur

 

Bilet kupujemy w automacie, wrzucamy monetki i przyciskiem wybieramy stacje do której chcemy dojechać, nic prostszego 🙂 Bilet to pojęcie względne.. tu zamiast biletu dostajemy żeton który przykładamy w specjalne miejsce w bramkach i przepuszcza nas dalej. To tak jakby skasowanie biletu. Ważne żeby nie zgubić żetonika bo nie wyjdziemy z peronu na następnej stacji. Przy wyjściu trzeba go wrzucić do dziurki w bramkach i ta przepuszcza nas dalej.

Bilet Kuala Lumpur

Długo nie musiałem czekać na kolejkę, powoli toczyła się w kierunku peronu. Mija mnie pierwszy wagon, totalnie zatłoczony, podobnie jak drugi. Trzeci wagon okazał się prawie pusty, ale chwilę… coś tu nie gra… Wagon jest różowy! I tylko dla kobiet! Ot mamy równouprawnienie… Nie będę z siebie robił idioty lub niepełnosprytnego, więc wychodzę i wbijam się do poprzedniego, zwykłego wagonu, jakoś przeżyję kilka stacji na stojaka wbijając się plecami w bliżej nieznane mi osoby.

Malezja wagony dla kobiet

Przystanek na którym trzeba wysiąść nazywa się tak samo jak atrakcja do której chcę dotrzeć. Sporej wielkości napis Bathu Caves ukazał się na szybą, więc pora wysiadać. Z daleka można dostrzec ciekawy posąg, niestety nie udało mi się ustalić co przedstawia. Z mordki przypomina trochę małpkę 🙂

Jaskinie batu

Teraz z perspektywy czasu mogę stwierdzić że to ostrzeżenie: tu rządzą małpy! Ale o tym za chwilę 🙂

Batu CAVES

 

Wejścia do jaskiń strzeże największy na świecie posąg Murugana. Nie wiecie kto to jest? Spokojnie, ja też nie wiedziałem 🙂 To Hinduski bóg wojny, według wierzeń zwycięża chaos i przywraca boski ład,  wielu wyznawców uważa że chroni również przed złymi demonami.
IMG_2604

 

Aby dostać się do jaskiń trzeba się trochę namęczyć, musimy pokonać naprawdę sporą ilość schodów.Chciałem policzyć wszystkie schody ale po drodze kilka razy się pomyliłem przez podkradające i rozpraszające małpy, więc mogę jedynie powiedzieć że jest ich około 250.  Z daleka widać że podzielone są na trzy części, przedzielone barierkami. Według wierzeń powinno się chodzić tylko skrajnymi częściami, zaś główna, środkowa jest zarezerwowana dla duchów które odwiedzają świątynie. W praktyce mało kto tego przestrzegał, to raczej martwy zwyczaj opowiadany przez przewodników ciekawskim turystom.

Jaskinie Batu wejście

Wiecie co jest największą atrakcja tego miejsca? Znawcy odpowiedzą że posągi, ołtarze wewnątrz jaskini i sama jaskinia, turyści zaś większą uwagę skupiają na małpach które całkowicie pozbyły się strachu przed człowiekiem, Powiem więcej, to człowiek zaczął się ich bać! Obowiązkowo w ich towarzystwie musimy pilnować wszystkich swoich rzeczy, potrafią w mgnieniu oka podkraść się i coś skubnąć. Sam byłem świadkiem jak niczego nie podejrzewający turysta odłożył zamkniętą puszkę Coli na murku nieopodal schodów i chciał schować portfel, w międzyczasie podkradły się dwie małpki, skubnęły puszkę, momentalnie ją otworzyły u zaczęły pić! Nie wiedziałem że te zwierzęta są takie zwinne, nie raz sam dłużej męczyłem się z puszką niż one. Te mikro zawleczki wymyślono chyba typowo pod małe łapki tych małp.

Jaskinie Batu Małpy

W tym momencie zrozumiałem że posąg który wcześniej podziwiałem informował wszystkich łatwowiernych i naiwnych turystów że tu rządzą małpy!

Wyrafinowany złodziejaszek polujący na kolejna ofiarę, pozbawioną najmniejszej szansy na obronę i ucieczkę .

Kuala Lumpur Batu

Kawałek dalej oprawca wraz ze swym łupem, wkurzał się bo opróżnił resztki napoju i chciał więcej 🙂

Jaskinie Batu

Niektórzy turyści zanim zrozumieją co tak naprawdę się dzieje usiłują je jeszcze karmić ale raczej nie są przyzwyczajone do tej formy zdobywania pożywienia co dobitnie wyraża mina małpki poniżej 🙂

Jaskinie Batu

Sama jaskinia jest ogromna, przy wejściu możemy kupić pamiątki i dewocjonalia, głębiej znajduje się spora ilość posągów, rzeźb i kapliczka dla wiernych.

Jaskinie Batu

 

 

Jaskinie Batu

IMG_2624

Jaskinia posiada też część której nie da się zwiedzić samemu, trzeba wynająć przewodnika,ceny nie są zawrotne, bilet normalny na zwykłą trasę to ok 35zł. Nie trzeba nic wcześniej rezerwować, wycieczka rozpoczyna się jak uzbiera się odpowiednia ilość osób. Natomiast trasa bardziej zaawansowana, lecz dużo ciekawsza, to koszt ok ok 80zł, musimy ją rezerwować z wyprzedzeniem mailowo lub telefonicznie. Termin i godzina będą zależały od ilości osób która się uzbiera ,może się okazać że nikt inny nie zgłosi się tego dnia i nasza wycieczka zostanie odwołana.

Zwiedzanie jaskinie batu

W drodze na dworzec natknąłem się jeszcze na jakieś zgromadzenie, dowiedziałem się że odbywały się akurat przygotowania do wesela. Trochę żałuję że nie mogłem zostać tam dłużej i poobserwować przygotowań ale czas niestety płynie nieubłaganie. Może kiedyś ktoś wymyśli czasowstrzymywacz ale póki co trzeba iść dalej i dotrzeć do centrum miasta.

Wesele Malzeja

Dotarcie do centrum było równie łatwe jak dotarcie do jaskiń, automat, żetonik, bramki, kolejka i jestem w centrum. Będąc w Kuala Lumpur i nie trafić do Petrona Tower to jak być w Paryżu i nie zobaczyć Wieży Eiffla

Kuala Lumpur Centrum

Z daleka widać już dwie sławne, bliźniacze wieże połączone tarasem widokowym który znajduje się na 41 piętrze. Same wieże mają wysokość 452m! Bardzo długo były to najwyższe budynki na świecie. Z ciekawostek dowiedziałem się że działa tam 76 wind i 32000 okien. Umycie wszystkich okien w jednej wieży zajmuje około miesiąca. To praca raczej dla wytrwałych i odważnych ludzi bez lęku wysokości 🙂

Wejście na taras nie jest darmowe ale mimo to jest oblegane przez turystów. Aby dostać bilety na miejscu trzeba bardzo wcześnie ustawić się w kolejce lub zarezerwować je przez internet. Z rezerwacja prze internet wiążę się też ryzyko związane ze złą pogodą. W pochmurny, deszczowy dzień praktycznie nic nie zobaczymy na tej wysokości. Wcześnie nie wiedziałem o biletach i rezerwacji więc odpuściłem sobie wspinaczkę na mostek. Na samym dole znajduje się gigantyczna galeria handlowa w której królują raczej marki z wyższych półek. Mimo to da się tam upolować coś tańszego i zjeść w przyzwoitej cenie. Powoli zbliżał się zmierzch więc postanowiłem poczekać trochę i zobaczyć wieże po zmroku. Mijając dziesiąty sklep Dolce & Gabbana mój wytrawny węch namierzył KFC. Zazwyczaj nie lubię śmieciowego żarcia i wolę rozkoszować się lokalną kuchnią ale biorąc pod uwagę ceny w tamtejszych restauracjach w których i tak nie umiałbym się zachować wybrałem mniejsze zło. O ile kurczak, jak to kurczak, smakował tak samo to frytki były genialne, smażone z dodatkiem jakieś specyficznej przyprawy. Pisząc to przypomina mi się ten smak i żołądek daje o sobie znać:)

Petrona Tower

Przyznam się Wam że w dzień wieże zrobiły na mnie średnie wrażenie, nie jestem jakoś miłośnikiem współczesnej architektury. Natomiast po zmroku zupełnie zmieniły swoje oblicze.

Petronas tower nocą

To jest jeden z tych widoków które trzeba zobaczyć na własne oczy, żadne zdjęcia nie oddadzą klimatu który jest tam na miejscu. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie jakiś cieć który ustawił główne lampy oświetleniowe w kierunku fotografujących turystów, skutecznie uniemożliwiając zrobienie zdjęć całości.

Petronas Tower nocą

Sam plac przed wieżami również mienił się wieloma kolorami.

Petronas tower nocą

Nawet nie wiem kiedy zleciało mi tam pół dnia, ledwo zdążyłem na ostatnią kolejkę do hotelu, co prawda odległość nie jest jakaś mega wielka ale cały dzień na nogach potrafi dać się odczuć. Po drodze zahaczyłem jeszcze knajpkę z mini kebabem na kolację, nic lepszego niestety nie znalazłem. Nadrobię kulinarne zaległości jutro w Kambodży:)

Tym razem nie zapomniałem o śniadaniu przed wylotem!, nie ma się czym chwalić bo jedyny otwarty sklep w momencie „objawienia” nie dysponował dużym wyborem i skończyło się na zupce chińskiej, ale za to teraz mogę stwierdzić że tamtejsze zupki są dużo lepsze i ostrzejsze niż nasze. Budzik nastawiłem na tyle wcześniej by spokojnie zjeść i mieć jeszcze zapas czasu. Pakowanie nie zajęło mi kilka minut, szybkie wymeldowanie z hotelu i w drogę na lotnisko. Niestety pojawił się pierwszy problem, zaczęło strasznie lać a ja nie miałem żadnego zabezpieczenia na plecak, to jedna z tych rzeczy którą kupuje już od dwóch lat i kupić nie mogę.. zawsze przypomina mi się o tym w momencie kiedy pada i przydałby się pokrowiec na plecak. Dziś mija pół roku od podróży i wciąż go nie kupiłem 🙂 Biorąc pod uwagę że nie chce zamoczyć plecaka i nie biegam tak szybko żeby przemieszczać się między kroplami deszczu, zaświtał pomysł żeby wynająć taksówkę. Z tym nie było problemu ale do dziś boli mnie wydane 15zł za przejechanie dwóch kilometrów. Nie wiem dlaczego ale mam wrodzony uraz do taksówek, nie lubię ich i tyle 🙂

Musiałem dostać się tylko do dworca głównego, stamtąd odjeżdżają już regularne autobusy na lotnisko. Kupując lot do Kambodży wykupiłem w pakiecie transfer z dworca na lotnisko, wtedy jeszcze nie wiedziałem że taniej i prościej jest kupić bilet na miejscu. Miało być pięknie i łatwo a wyszło tak jak zawsze… Zapomniałem wydrukować potwierdzenie na którym widnieje informacja że wykupiłem transfer, dycha w plecy, tyle to przeżyję. Na szczęście zanim kupiłem bilet porozmawiałem trochę z kierowcą który stwierdził że wierzy mi i nie muszę kupować kolejnego biletu, spojrzał tylko na mobilną kartę pokładową i wpuścił mnie do autobusu. Całą drogę męczyła mnie myśl że o czymś jeszcze zapomniałem, przyzwyczaiłem się już trochę do tego, ale jednak zrobiłem „rachunek sumienia” czy wszystko mam. Paszport, portfel, plecak, ubrania, telefon, dolary na wizę, wszystko jest….

IMG_2695

 

Kolejna część już niedługo 🙂

Kambodża będzie podzielona na dwie części i będzie duuużo zdjęć 🙂

IMG_3174

IMG_2773

IMG_2960

IMG_2793

 

 

 

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *