Kambodza – Siem Reap i Angkor Watt

 

Pora ruszać dalej w drogę!

Na lotnisku w Kuala Lumpur odprawa przebiegła bez żadnych problemów, w samolocie znów było zimno jak na biegunie, ale tym razem byłem zapobiegawczy i wyciągnąłem bluzę z plecaka. Zrobiłem kolejny rachunek sumienia bo wciąż coś mnie męczyło… O czymś zapomniałem… Paszport, dokumenty, wszystko jest.., Trzeba pomyśleć o obowiązkach zaraz po przylocie. Dolarów nie muszę kupować, bo już wcześniej się zaopatrzyłem, wiza kosztuje 30USD, wyrobię ja na miejscu, do tego potrzebuję dwie foty i z głowy. No właśnie….! Zapomniałem zrobić zdjęć! Jeszcze nie wylecieliśmy i dzięki temu udało mi się złapać resztki WI-FI, mam internet!  Niezawodne blogi były sprzeczne w temacie zdjęć, jedni twierdzili że bez nich nie wyrobię wizy, inni twierdzili że na miejscu kiedyś był fotograf i dało się to zrobić od ręki, ale teraz tego nie gwarantują, bo sporo się pozmieniało… Muszę stwierdzić że był to najdłuższy lot w moim życiu. Ułożyłem setkę różnych scenariuszy.Jak będzie fotograf to super, a jak nie będzie? Deportują mnie? Jeśli tak to gdzie? Do polski? Do Malezji? Na mój koszt? Im bardziej nad tym rozmyślałem, tym gorsze scenariusze wymyślałem. Próbowałem poczytać książkę żeby rozładować emocje ale jak na złość rozpoczynałem rozdział o przedzieraniu się przez granicę bez dokumentów, o losie!

Po wylądowaniu momentalnie opuściłem samolot w poszukiwaniu fotografa.. Przeleciałem przez całe lotnisko trzy razy, aż ochroniarze zaczęli za mną wodzić podejrzliwym wzrokiem. Mało brakowało, a wzięliby mnie za jakiegoś terrorystę.  Jedynym sensownym rozwiązaniem wydało mi się wypełnienie wszystkich dokumentów do wizy i granie idioty, ot głupi turysta który niczego nie był świadomy. Może się uda, próbuje 🙂

 

Stanowisko wizowe wyglądało trochę jak nasze urzędy. Podchodzisz to pierwszego okienka, płacisz, oddajesz paszport który przechodzi z rąk do rąk przez trzy kolejne „okienka” i na końcu, w czwartym, dostaje się upragnioną wizę. Niby spokojny, choć tak naprawdę krew już dawno odpłynęła mi z mózgu, podchodzę do urzędnika który bierze mój paszport, kasuje 30USD i coś pisze.. może przejdzie? Nagle podnosi wzrok i chłodnym głosem wypowiada słowa których nie chcę słyszeć: „gdzie są zdjęcia?” No cóż, zaczynam się produkować że nie wiedziałem itp., ale w połowie mi przerwał.. No to lipa, teraz to już na bank będzie deportacja. Dziwnym ruchem zbliżył się do mnie i wyszeptał „two dollars”.  Że co? Dwa dolary chce? A niech bierze!
Byle bym nie miał problemów, położyłem mu całą dychę. Z uśmiechem podchodzi do skanera, skanuje zdjęcie z paszportu po czym  z bardzo radosna miną wydaje mi resztę i każę poczekać chwilę.. Odebrało mi mowę, takie skomplikowane a takie proste.. ale co nerwów przez to zeżarłem to moje.

Mogę teraz oficjalnie powiedzieć że dotarłem do Kambodży!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po wyjściu z lotniska trzeba jakoś dostać się do centrum. Z tym nie ma problemów, bo tuk-tukami tu to jak u nas z komarami, nie dość że jest ich bardzo wiele to jeszcze są tak samo natrętni. Pierwszy z brzegu chciał 5 dolarów za przejazd, kolejny tak samo, jednak im dalej od lotniska tym cena spadała. Na początku kierowca stwierdził że chce 3 USD, odparłem że nie jestem tu pierwszy raz, (moje ulubione kłamstwo w Kambodży!) i mogę dać maksymalnie 2 dolary. Trochę pokręcił głową, najpierw się nie chciał się ruszać za takie drobniaki ale jak odwróciłem się i ruszyłem w stronę miasta zawołał mnie i zgodził się na moją propozycję. Z walutą w Kambodży jest ciekawa sprawa, oficjalnie obowiązuje tam Riel Kambodżański, ale praktycznie wszędzie możemy płacić w dolarach, są one nawet bardziej pożądane niż Riele. W sklepach ceny podawane są różnie, ale obowiązuje jeden stały przelicznik, 1 USD to 4000 Rieli. W obiegu nie ma żadnych monet, są jedynie banknoty, więc jeśli cena jest mniejsza niż jeden dolar, reszta jest wydawana w lokalnej walucie. Przez to trzeba bardzo uważać w sklepach, można się nieźle zamieszać. Dodatkowo trzeba pamiętać że dolary starsze niż z 1992 roku nie sa nigdzie akceptowane, mimo że w USA są wciąż ważnym środkiem płatniczym.

Drogi w Kambodży nie są raczej w dobrym stanie, więc trzeba się porządnie trzymać czegoś żeby nie wypaść z tuk tuka. Po kilku minutach jazdy kierowca zjechał na pobocze. Ożeż Ty!! Pewnie zatrzymał się koło jakiegoś zaprzyjaźnionego sklepu i zacznie wciskać mi kit że mam iść zobaczyć co sprzedaje jego przyjaciel, jakie to ma dobre ceny tylko dla mnie. Patent stary jak Azja,  bardzo często wykorzystywany przez tuk-tukowców  z Bangkoku. Tam nie dałem się naciągnąć, za to tu straciłem czujność i nie uzgodniłem że jedziemy bezpośrednio. Jednak myliłem się, mimo że prosiłem tylko o podwózkę do centrum, zapytał mnie o dokładny adres hotelu do którego chce jechać, oraz o dalsze plany. Tak czy tak musiałem wynająć tuk-tuka żeby poruszać się jakoś pomiędzy świątyniami, więc nie owijając w bawełnę. Odparłem że mogę go wynająć na dzisiejszy wieczór , tak aby podjechać i zobaczyć zachód słońca z pobliskiej świątyni, oraz na jutrzejszy cały dzień jazdy po ruinach świątyń. Zażądał 30 dolarów za wszystko. Wiadomo że trzeba się potargować, nie można zgadzać się na pierwszą propozycję. Wszystko poszłoby gładko gdyby nie to że nie przygotowałem się zbytnio z planem zwiedzania, więc jeśli za bardzo zjadę z ceną, to będzie mnie woził po jakiś pipidówach zamiast po głównych atrakcjach. Zaproponowałem 20 dolarów. Szybko zgodził się takim bananem na twarzy,takim jaki ja miałem widząc pierwszy raz mój domek na wyspie Ko Samui w Tajlandii. Uzgodniliśmy że rozliczamy się na końcu, więc jedziemy dalej. Chwilę szukaliśmy hotelu, nikt nie słyszał o nim wcześniej. Kierowca popytał po drodze kilku swoich znajomych w której części może się to znajdować i jakoś dotarliśmy na miejsce. Nie wiem czy zawsze tak robi, czy miał dobry dzień, czy byłem tak złym negocjatorem i zapłaciłem dużo za dużo, ale chwycił mój plecak żebym nie dźwigał ciężarów i poszedł ze mną do hotelu o wdzięcznej nazwie Friendly Villa Boutique. W rzeczywistości wyglądał trochę inaczej niż na zdjęciach ale do tego już się przyzwyczaiłem. Zdjęcia na stronach typu Booking, Allegro czy w serwisach randkowych zawsze kłamią! Podaję rezerwacje sympatycznej pani za biurkiem ale nie ma mojej rezerwacji. Bardzo szybko okazało się że to nie ten hotel, mój jest po drugiej stronie miasta więc jedziemy dalej. Po drodze okazało się co drugi hotel w mieście nosi nazwę Friendly Villa. Za drugim podejściem trafiliśmy na ten właściwy. Z zewnątrz wyglądał całkiem całkiem, w środku jeszcze lepiej 😉

 

Hotel Kambodża

Ceny hoteli w Kambodży przyprawiają o zawrót głowy, za zwykły pokój 2-osobowy ze śniadaniem trzeba zapłacić ok 20-40zl.

Sporo osób polecało na forum ten hotel, na zdjęciach wyglądał bardzo fajnie, cena też była atrakcyjna, całe 45zł za nocleg, więc długo nie zastanawiałem się nad rezerwacją. W hotelu chodzi się bez butów, ale to jest raczej często spotykane w tej kulturze, trochę się bałem czy nikt nie podprowadzi mi butów w nocy, ale jakoś nie znalazły swego amatora. Może odstraszał ich wygląd lub zapach? Po wejściu, na dzień dobry, dostałem szklankę wody. Tak za nic, bo ciepło jest, nawet nie powiedziałem jeszcze że mam rezerwacje. Kolejny raz zdziwiłem się jak usłyszałem że cała obsługa biegle mówi po angielsku. Wytłumaczyłem że zameldowanie mam dopiero od 14:00, ale chciałbym zostawić plecak w przechowalni żeby z nim nie łazić i pójść pozwiedzać miasto. Przemiła recepcjonistka powiedziała że plecak mogę zostawić bez żadnego problemu ale…. mój pokój jest już gotowy(mimo że była dopiero 9:00!) i mogę się rozgościć bez żadnych dodatkowych opłat za wcześniejsze zameldowanie! Nagle ktoś szarpnął mój plecak. Niewiele myśląc odwróciłem się z zamachem i zamiarem unieszkodliwienia złodzieja, ale okazało się że to tylko przestraszony boj hotelowy chciał zanieść mi plecak do pokoju. No cóż.. nie byłem przyzwyczajony do takich luksusów:)

Sieam Reap hotel

Z tego wszystkiego zbłaźniłem się jeszcze raz jak dawałem napiwek chłopakowi… nie znałem jeszcze przelicznika ich lokalnej waluty, wtedy myślałem że 200 rieli to dużo, dziś wiem że to 19 groszy 🙂 Sam pokój był rewelacyjny, poczułem się jak turysta z wyższych sfer! Jedynie totalny brak obycia w takich miejscach zdradzał poje pochodzenie:)  Jak dziecko cieszyłem się z szlafroczka w szafie, nigdy nie byłem w takim hotelu! Widok z tarasu też był całkiem całkiem.

Hotel Kambodża

Kambodża słynie główne z pięknych ruin świątyń,  przepustka na jeden dzień kosztuje 20 USD jednak jeśli kupi się ją dzień wcześniej, po godzinie 16:00 można jeszcze tego samego dnia wejść bezpłatnie na teren świątyń i rozkoszować się nieziemskimi klimatami i zachodem słońca. Punktualnie o 15:00 zjawił się mój kierowca, z daleka wołając do mnie „oooo best friend”. Za kilka dolarów zawsze jest się tam dla wszystkich best friend:) . Stwierdził, że jeszcze za wcześnie jest żeby jechać podziwiać zachód słońca, więc po drodze zabierze mnie jeszcze do pewnej świątyni.Postawił sobie za cel opowiedzieć mi o ludziach, kulturze, historii miasta i całego kraju. Trafiliśmy do miejsca o nazwie Wat Thmey, miejsce które tylko na pozór wydaje się zwykłą świątynia, na samym środku znajduje się pomnik z setkami ludzkich czaszek, które upamiętniają burzliwą przeszłość kraju.

 

Wat Thmey

Dla nas ich historia jest zupełnie obca, większość nawet nie wie gdzie leży Kambodża. Jednak w pamięci tamtejszych mieszkańców brutalne czasy nie są tak bardzo odległe, większość starszych mieszkańców pamięta je doskonale. Nie chcę nikogo zanudzać historią, nie przekażę jej również z takimi emocjami z jakimi przekazał mi to mój friend, ale warto wiedzieć że od 1975 do 1979 roku (ważne, zapamiętajcie, że to tylko cztery lata) władzę nad krajem przejęło ugrupowanie Czerwonych Khmerów. W ciągu ich panowania w wyniku ludobójstwa zginęło 25% populacji całego kraju! Zaraz po przejęciu władzy zamknięto wszystkie szpitale ,szkoły i banki, zostawiono jedynie wojsko. Zlikwidowali pieniądze i własność prywatną, coś co wydaje nam się niemożliwe w obecnych czasach. Ludzi z miast przesiedlono na wieś zmuszając ich do ciężkiej pracy na roli. Zdelegalizowano również religię, która jak wiadomo ma wielka siłę w czasach ucisku. Większość ofiar zmarła w skutek przepracowania, zagłodzenia oraz w wyniku niezliczonej liczby egzekucji które Khmerowie wykonywali bardzo ochoczo. Zabijano każdego kto miał jakiekolwiek powiązania z poprzednim reżimem, nikogo nie sądzono, wyrok był wykonywany niezwłocznie, nawet po zwykłym oskarżeniu przez drugą osobę. Zabijano również osoby niewygodne , intelektualistów oraz fachowców, w skrócie każdego kto mógłby zagrozić lub nakłonić lud do powstania. Dookoła porozstawiano sporo tablic w języku angielskim tłumaczące całe to zajście, ale nie znalazłem na nich nawet połowy informacji których dowiedziałem się od mojego majfrenda.

(nie pamiętam jego imienia więc niech zostanie majfrend:) )

Wat Thmey

Po lewej stronie znajduje się przepięknie wykończona świątynia, z zewnątrz przypomina wyglądem większość innych świątyń, jednak wnętrze jest jedyne w swoim rodzaju.

Wat Thmey

Wat Thmey

Wszystkie ściany oraz sufit pokryte są malowidłami przedstawiającymi chwile z życia Buddy.

Wat Thmey

Wat Thmey

Po dłuższej chwili refleksji ruszamy dalej, zanim zobaczę coś na co czekałem najbardziej, muszę jeszcze kupić bilet. Do świątyń prowadzi tylko jedna droga więc nie da się wjechać bez biletu, każdy jest sprawdzany. Bilet nie jest imienny, ale na nim nasze zdjęcie które robią zwykłą kamerką internetową zaraz przed zakupem. Bilety kupujemy jedynie dla siebie, kierowcy tuktuków wjeżdżają za darmo.

Bilet Angkor Wat

Nie miałem zielonego pojęcia przy której świątyni podziwiać zachód, na szczęście kierowca wiedział lepiej gdzie ma jechać niż ja. Świątynia znajdowała się stosunkowo blisko miasta ale została zbudowana na wzgórzu z którego rozpościerał się piękny widok. Nie można do niej bezpośrednio dojechać ale przejście 300m nie stanowi żadnego problemu, z daleka jednak dostrzegłem bardzo kiepski widok:

Kambodża

Kolejka na kilometr, na szczęście podróżowanie samemu ma pewna zaletę, można niespostrzeżenie wbić się gdzieś z przodu w kolejkę, wiele razy to już mi się udawało, więc dlaczego tym razem ma się nie udać? Krok po kroczku i już jestem jakieś 10m od wejścia. Nagle podchodzi do mnie ktoś z ochrony i szepce na ucho ważna informacje. Od tyłu można wejść bez kolejki, muszę tylko okrążyć całą świątynie. Co byście zrobili na moim miejscu? Wiadomo że zadzieram kiecę i lecę 🙂  Świątynia jest spora więc trzeba trochę się nachodzić, ale lepsze to, niż stanie bezczynnie w kolejce. Co jakiś czas mijam pojedyńcze osoby wracając z tej strony, czyli jednak wejście jest!

Angkor Wat

Wejście jest, a jak! Tylko że zamknięte, a wejścia pilnuje cieć który co chwilę podśmiewa się z następnych naiwnych turystów którzy podążali za mną. Okazało się że to ich stary numer na cwaniaków którzy wciskają się bez kolejki. No cóż, nie zawsze można wygrywać 🙂

Angkor Watt

Pocieszam się tym, że nie byłem jedynym który w to uwierzył i grzecznie ustawiam się w kolejkę. Jednocześnie w świątyni może przebywać organiczna liczba osób i każdy przed wejście dostaje identyfikator. Dopiero gdy ktoś wyjdzie i odda swój identyfikator, dostaje go kolejna osoba w kolejce. W ten sposób kontrolują liczbę osób która jednocześnie przebywa na górze. Ostatecznie nawet dobrze się złożyło, moje wejście na świątynie idealnie zbiegło się w czasie z zachodem słońca! Widok jest… niesamowity…

Angkor Watt Zachód słońca

Angkor Watt Zachód słońca

IMG_2755

Wspaniały widok udzielał się nie tylko sporej grupie turystów, ale też młodym mnichom.

Angkor Watt Zachód słońca

 

Poniżej moje ulubione zdjęcie z całej wyprawy : )

Angkor Watt Zachód słońca

Moim założeniem było pokazywać i opisywać podróże tak jak wyglądają naprawdę, bez ubarwiania. Więc nie może zabraknąć zdjęcia jak wygląda to w rzeczywistości. Mimo sporego tłumu i tak uważam że trzeba odwiedzić to miejsce.

Angkor Watt Zachód słońca

Wracając do hotelu zatrzymaliśmy się jeszcze na małe zakupy, Na zdjęciu widać prawdziwe(!), powtarzam prawdziwe i przepyszne banany, a nie te podróby które sprzedają u nas, oraz smoczy owoc który w naszych sklepach rzadko się pojawia.

Krótkie Banany

IMG_2801

Tak zakończył się pierwszy dzień w Kambodży, kraju który kiedyś był tylko marzeniem, teraz stał się realnym wspomnieniem.

W kolejnej części będzie mało pisania a dużo zwiedzania i jeszcze więcej zdjęć przepięknych świątyń. Chciałem stworzyć z Kambodży jeden wpis. lecz liczba zdjęć jest zbyt duża i ciężko by to się czytało.

IMG_2890

1 Comment

  1. Marta ;)
    Sty 3, 2016

    Zazdroszczę widoków i przeżyć :)))
    Każdy kraj ma jakąś historię której inni nie znają, czasem za mało o sobie wiemy. Miło że przybliżasz ludzi do poznania innego kawałka świata.

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *