Bosnia i Hercegowina – Mostar, Wodospady Kravica i Medjugorie

Na dworze mróz i zawieja, dwa metry śniegu i nieprzejezdne drogi, zupełnie odcięty od świata i internetu planuję kolejną podróż…

 

Żartuje 🙂

Zima postanowiła zrobić sobie urlop w grudniu,  pogoda raczej jesienna, przedemną ostanie dni starego roku i skromne plany wycieczkowe na najbliższe miesiące.. tak być nie może, trzeba coś upolować! Chyba podświadomie odczytuje najnowsze newsy o lotach, zdążyłem tylko otworzyć przeglądarkę, wklepać 2-3 adresy wyszukiwarek i jest! Bośnia i Hercegowina za niecałe 150zł! W dodatku jeszcze z Gdańska, więc odpadają koszty dojazdu na lotnisko, można się przejść z buta. Kropką nad „I” był termin wycieczki, wylot w piątek, powrót w poniedziałek. Szybko okazało się, że w tej cenie jest więcej biletów, więc mogę kogoś zabrać ze sobą. Po krótkich negocjacjach zdecydował się Jack. Pewnie nie był do końca świadom swojej decyzji i założę się o flachę, że nie wiedział wtedy gdzie to leży, ale nie czekając aż się rozmyśli kupiłem bilety, więc już nie było odwrotu. Co prawda później musiałem go uświadamiać, że wojna tam już się dawno skończyła, jest bezpiecznie i nie strzelają na każdym roku, ale szybko pogodził się ze swoim losem.

Wylatujemy w piątek 11 marca do Malmo, tam przesiadka na kolejny samolot do Bośni. Powrót też nie jest bezpośredni, wracamy przez Dortmund, na miejscu będziemy ponad dwa dni.

Plan na zwiedzanie? Coś się wymyśli później, przecież zostało jeszcze tyyyyyyle czasu.  I tak mijał dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Zacząłem się przygotowywać do kolejnego tripu po azji, aż nagle dostaje maila od Wizzair.

WIZZ PRZYPOMNIENIE

Moją reakcje najlepiej odda filmik niżej:

Wiecie co…. zapomniałem o tym locie! Kiedyś wydawało mi się to nie do pomyślenia, jak można zapomnieć o tym, że gdzieś się leci? A można, i to bardzo łatwo jak się okazuje. Trzeba naskrobać jakiś plan, samemu mogę lecieć na pałę, ale z kimś wypada chociaż mniej-więcej coś wiedzieć. Absolutne minimum to mieć plan na powrót, tak aby zdążyć na samolot i nie świecić później oczami z dala od domu.

Pobieżnie przeglądając fora i inne blogi stworzyliśmy listę rzeczy które chcemy zobaczyć :

  1. Sarajewo
  2. Wodospady Kravica
  3. Mostar
  4. Opuszczony park olimpijski z 84″ oraz zbombardowany hotel nieopodal, pozostałość po wojnie.

Plan dosyć napięty więc odpada poruszanie się komunikacją miejską, w grę wchodzi jedynie auto. O ile podróżując samemu nie opłaca się ta opcja, to przy dwóch osobach można już o tym poważnie pomyśleć. Szybka narada i wybieramy auto. Na kogo spadnie obowiązek ogarnięcia tego? Pewnie nie zgadniecie, przecież bardzo ciężko się domyśleć, że na mnie! Jeszcze nigdy tego nie robiłem ale zawsze musi być ten pierwszy raz 🙂

 

Więc pytanie, jak wynająć auto za granicą ?

Krótki poradnik ukaże się niedługo, taki dla żółtodziobów 🙂

 

Cena za wypożyczenie nie jest jakoś straszna, auto na 3 dni kosztuje 290zł ale.. bez pełnego ubezpieczenia ,pełne ubezpieczenie kosztuje kolejne 200zł.

Przecież to tylko trzy dni, po co mi ubezpieczenie? Przecież nie będę szalał po drogach, jeździł nie wiadomo gdzie, zapuszczał się w górskie rejony itp. Rezygnuje. (teraz z perspektywy czasu widzę jak baaaardzo się myliłem- dopisek już po powrocie)

No ale… Znając moje zezowate szczęście, może nie warto ryzykować? Mając ubezpieczenie nic się nie stanie, jednak nie mając go,ryzyko dużo bardziej wzrasta, ba na bank coś się stanie. Dlaczego ? To już takie zezowate szczęście 🙂 Wolę nie ryzykować, biorę ubezpieczenie 🙂

Wylot powrotny mamy o 5:50 więc narodził się pomysł żeby ostatnią nockę kimnąć się w aucie przed lotniskiem. W hotelu nie warto spać, zanim człowiek się położy to już musi wstać żeby zdążyć na samolot, taki krótki sen tylko zdenerwuje oczy i nic więcej.

Jakiś plan mamy więc z niecierpliwością czekamy na wylot 🙂

 

 

Szybko nastał tak wyczekiwany dzień, wylot mamy o 6:20, zamknięcie bramek o 5:50 więc trzeba wcześnie wstać. Uknułem plan żeby położyć się szybko spać, tak żeby rano nie wyglądać jak zombie z jakiegoś taniego horroru, tylko jak prawdziwy człowiek, Plan udał się w połowie, tzn spać się położyłem ale „wcześnie” to nie było 🙂

Budzik zadzwonił szybciej niż mogłem się tego spodziewać, chyba nawet nie zdążyłem porządnie zamknąć oczu, minutę po budziku dzwonił już Jacek upewnić się czy nie zaspałem. Raz się zdarzyło zaspać i zaraz wielkie halo :).  W drodze na lotnisko użalałem się nad tym, dlaczego zawsze muszę wybierać ranne loty, jakby nie było innych godzin i kierunków..

Malme Lotnisko

W drodze do Tuzli czekała nas ponad 5-cio godzinna przesiadka w Szwecji. Zaraz po przylocie postanowiliśmy nadrobić braki związane ze snem, zdrzemnęliśmy się na godzinkę. Potem obudziło się sumienie podróżnika, przecież trzeba się gdzieś ruszyć, zwłaszcza, że pogoda jest przepiękna. Nieopodal znajdowało się małe jeziorko więc w drogę.

Malmo jezioro

Ta tablica coś strasznie zajeżdża mi niemieckim..

Do jeziorka dotarliśmy po godzinnym marszu, ale dostęp do niego jest utrudniony, znaleźliśmy jedynie pomost który znajdował się na prywatnej posesji.

Malmo jezioro

Widok nie był oszałamiający, ale najważniejsze, że czas szybko zleciał, pora ruszać do Bośni i Hercegowiny!

 

Samolot nie miał żadnych opóźnień, niestety pogoda już nas nie rozpieszczała, szaro, buro, ponuro i pada.

Lotnisko w Tuzli nie jest zbyt duże ani nowoczesne, wyglądało raczej jak większy hangar zaadoptowany na potrzeby lotniska.

Lotnisko Tuzla

Przed wejście ustawiła się duża kolejna do kontroli paszportowej, panował tam klimat porównywalny do PRL i filmów Barei. Próżno było szukać uśmiechu i zrozumienia na twarzach urzędników trzykrotnie sprawdzających nasze dowody osobiste. Obywatele Polski do Bośni podróżują na podstawie dowodu osobistego, ale wyglądało to tak, jakby starszy pan w okienku pierwszy raz widział ten dokument na oczy. Miałem trochę wątpliwości czy nie przyczepi się do czegoś, ale na szczęście po dłuższej chwili udało się przejść dalej.

Idziemy w kierunku wyjścia z hali przylotów, ale nagle zatrzymuje nas starsza kobieta w stroju celnika, okazało się, że każdy musi przejść kontrolę bagaży a my sprytnie chcieliśmy jej uniknąć. 🙂 Kontrolerka nie była zbytnio skrupulatna, otworzyła plecaki, trochę pomerdała ubraniami i kazała iść dalej. Niech się cieszy, że dopiero przylatujemy i nie musi przebierać w brudnych gaciach 🙂

Wcześniej zarezerwowaliśmy auto, więc udaliśmy się bezpośrednio do okienka wypożyczalni. Formalności trwały chwilę, jednak najnowsze technologie są raczej obecne na tym lotniku. Najlepszym przykładem będzie fakt, że do skopiowania naszej umowy używano… kalki! Tak, takiej starej, zwykłej, niebieskiej kalki. Nie wiedziałem nawet, że to jeszcze produkują!  Ciężko było się nie śmiać, ale jakoś się udało, wynajęliśmy super auto. Przepiękną, błękitną strzałę o pojemności 4.2l. Okazała się nią niebieska Skoda Fabia o pojemności 4.2l płynu do spryskiwaczy i silniku 1.2l :).  Sokole oko Jacka dostrzegło rysę na aucie ale gość z wypożyczalni tylko machnął ręką. Mogliśmy zrobić zdjęcie tego defektu, ale emocje osoby wypożyczającej pierwszy raz auto wzięły górę, mam nadzieję, że nie wcisną nam, że ta przepiękna rysa jest naszego autorstwa.

Skoro już wszystko załatwione to pora ruszać w drogę, odpalamy GPS i kierujemy się do Monstaru. GPS się chyba pomylił, stwierdził, że przejechanie 200km zajmie nam 4h, przecież to niemożliwe. Rowerem bym szybciej dojechał. Po przejechaniu kilku kilometrów namierzyliśmy jakiś większy sklep.

Tuzla

Koszyk wypełniliśmy zdrową żywnością „na drogę”. Na co dzień nikt z nas nie je takich wynalazków, ale tam jakoś z daleka wołały „weź mnie!”. Chcieliśmy jeszcze kupić coś na kolację, ale oprócz mortadeli, parówek, sera i pasztetów nic więcej nie znaleźliśmy. Może taki sklep, jakoś damy radę;)

Po godzinie i przejechaniu 50km stwierdziliśmy, że GPS jednak się nie mylił w obliczeniach, drogi są wąskie, bardzo kręte i w większości biegną przez różne przełęcze i wąwozy, więc prędkość jest tam bardzo ograniczona, dodatkowo noc i deszcz nam nie pomagały w jeździe. Do Mostaru dojechaliśmy ok 22. Mimo, że zaopatrzyłem się w trzy różne programy do nawigacji nie udało nam się od razu znaleźć hoteliku. Mogliby trochę popracować nad jakimś oznaczeniem, dwa razy przechodziliśmy obok, dopiero za trzecim razem dostrzegliśmy malutki napis z nazwą przybytku. Samo zameldowanie przebiegło szybko, właścicielką okazała się starsza pani która biegle mówiła po angielsku, zamiast pokoi dostaliśmy apartament, może Jacek wpadł jej w oko? 😉

Mostar Miasto

Realnie mamy tylko dwa dni na zwiedzanie Bośni i Hercegowiny, więc nie tracimy czasu i ruszamy w miasto. Główny punkt w tej miejscowości to stary most z 16 wieku. O tej godzinie i porze roku nie ma tu zbyt wielu turystów, więc mieliśmy cały most dla siebie 🙂

Mostar Most

W drodze powrotnej mijaliśmy jeszcze Meczet, ale jakoś nas tam nie ciągnęło 🙂

Meczet Mostar

W każdej miejscowości z daleka można je zauważyć, ze względu na minaret który znajduje się przy każdym z nich. Minaret to ta duża wieża z której osoba zwana muezinem wzywa pięć razy dziennie wiernych do modlitwy. Obecnie częściej tą osobę zastępuje się głośnikami. 21 wiek 🙂

Następnego dnia Bośnia i Hercegowina przywitała nas piękną pogodą, z rana uzgodniliśmy, że przejdziemy się jeszcze trochę po mieście i ruszamy zobaczyć położone nieopodal wodospady.

Mostar Wojna

Mimo, że do zakończenia wojny minęło ponad 20 lat, sporo budynków wciąż nosi ślady tych strasznych dni. O historii opowiem trochę później.

Wojna Bośnia i Hercegowina
Dla porównania most za dnia 🙂
Mostar Most
Mostar Most
Z mostku rozpościera się przepiękny widok na góry i miasto.
Mostar Co zobaczyć
Mostar Most
Bośnia i Hercegowina to kraj częściowo katolicki, a częściowo islamski, o czym przypominają w wielu miejscach znaki podobne do tych:
Islam Bośnia
Na zwiedzenie miasta wystarczy parę godzin, więc nie tracąc czasu ruszamy dalej, obieramy kierunek na Wodospady Kravica. Wcześniej wyznaczyłem trasę za pomocą map google, więc sądziłem, że dotarcie tam nie będzie stanowić problemów. Zaczęło się bardzo fajnie, porządny asfalt i mało zakrętów jak na tą krainę. Po kilku km zjechaliśmy na jakieś boczne drogi, skoro GPS tak prowadzi to tak musi być! Z czasem droga zaczęła się coraz bardziej zwężać..
IMG_5179
Gdzieś po drodze mijaliśmy jakiś z znak wskazujący wodospady więc to na bank musi być tu!
Z czasem jednak zaczęło się robić coraz ciekawiej..
wodospady kravica

Zwątpiliśmy po chwili, dalej nie dało się przejechać autem, zrodziło się milion myśli, może auto trzeba było zostawić na górze i jedziemy ścieżką dla pieszych? Może zbłądziliśmy? Zaparkowaliśmy naszą srebrną strzałę na kawałku w miarę równej powierzchni, pięć razy sprawdziliśmy czy zaciągnęliśmy ręczny i ruszyliśmy dalej z buta.

wodospady kravica

Znaleźliśmy wodospad, ale podjechaliśmy nie z tej strony co trzeba! Nie da się też tego obejść, musimy zawrócić i nadrobić jakieś 20km. Z pomocą innych map i wrodzonej intuicji (przecież żaden facet nie zapyta o drogę) trafiliśmy do właściwego miejsca.

Z daleka wyglądało ciekawie:

wodospady kravica

Im bliżej tym jeszcze lepiej:

IMG_5185

Szybko zostaliśmy wyhamowani przez ciecia w budce. Za darmo to nie ma nic, trzeba zapłacić, bilet kosztuje ok 10zł, ale gdyby tak dobrze pokombinować można przejść kawałek dalej i obejść go. Jednak nie jesteśmy kombinatorami i grzecznie płacimy.

IMG_5201

Same wodospady są przepiękne, warto wybrać się tam wiosną, latem gdy drzewa wypuszczą liście spora część będzie zasłonięta . Dobrze trafiliśmy 🙂

wodospady kravica

Można się kąpać, ale woda była dość zimna.

IMG_5188

Dodatkowo kawałek dalej znalazłem tabliczkę:

 

wodospady kravica

Wtrącę tylko, że łódek i toalet na wodzie tam nie widziałem 🙂

Po krótkiej chwili relaksu pora ruszać dalej, terminarz mamy bardzo napięty. Kolejny punkt wycieczki to totalny przypadek, ktoś w luźnej rozmowie wtrącił, że niedaleko znajduje się Medziugorie, więc czemu by tam nie zajechać? Zawsze myślałem, że Medziugoria znajduje się gdzieś w Jerozolimie, a okazało się, że mamy ja pod samym nosem, raptem 15km i to w dodatku po drodze, nawet nie musimy nic nadrabiać. Dzięki mapom offline trafiliśmy tam dosyć szybko, ale co dalej? Każdy z nas słyszał o objawieniu i pielgrzymkach, ale gdzie to dokładnie było? Próżno szukać tam strzałek dla zagubionych turystów. Zatrzymaliśmy się pod sklepem żeby sprawdzić mapy które mamy, ale nic oprócz dróg na nich nie znaleźliśmy. Mieliśmy takie szczęście, że w miejscu gdzie się zatrzymaliśmy złapaliśmy darmowe wifi. Jesteśmy uratowani! Coś znaleźliśmy, wujek Google rządzi 🙂

Szybko dotarliśmy na upatrzone miejsce, szczęście nas nie opuszczało, bo zatrzymaliśmy nie dość, że przed samym wejściem na górę, to w dodatku na płatnym parkingu który okazał się darmowy w weekendy.

Podejście zaczyna się od stacji Drogi Krzyżowej, trasa wygląda na dosyć stromą, szczyt góry widać z daleka ale początkowo mieliśmy nadzieję, że to nie ten szczyt, ten nasz jest pewnie bliżej i jest niższy. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy co nas czeka.

Medziugorie Droga Krzyżowa

Trasa zaczynała się robić bardzo stroma, ale co to dla nas!

Medziugorie Droga Krzyżowa

Bardzo szybko uświadomiliśmy sobie, że praca biurkowa i brak aktywności zimą dają o sobie znać. Ale nie narzekamy, byle do przodu! Zrodziło się bardzo ważne pytanie, ile jest stacji Drogi Krzyżowej? 10? 12? Po długiej debacie przyjęliśmy, że musi być ich 12. Nie śmiejcie się! Ciekawe ilu z Was tak od ręki powie ile jest stacji? No słucham 🙂

Wraz z wzrostem wysokości pojawiały się coraz piękniejsze widoki oraz braki tlenu u niektórych osób. Wiadomo, im wyżej tym go mniej. Tylko nigdy nie sądziłem, że może go zabraknąć po przejściu 200m!

Medziugorie Droga Krzyżowa

W okolicach 7 stacji zrozumieliśmy dlaczego trasę Drogi Krzyżowej wyznaczyli akurat tutaj. Dosyć ciężko chodziło się po tym podłożu.

Medziugorie Droga Krzyżowa

Spotkaliśmy też kilka osób przemierzających trasę boso, trzymających w ręku gałązki z drzew oliwnych. Podziwiam te osoby, sam miałem miejscami problem żeby stanąć na ostrej krawędzi skały w zwykłym obuwiu, a co dopiero na boso. Przejście tej trasy w taki sposób to nie lada wyzwanie i wielkie poświęcenie.

Medziugorie Droga Krzyżowa

Z każdą stacją zapas sił niemiłosiernie się kurczył, przyjąłem taktykę szybkiej wspinaczki i krótkich odpoczynków, między stacjami zostawiałem Jacka w tyle, później mnie doganiał. Muszę popracować nad równomiernym rozkładaniem sił, o ile na rowerze nie mam z tym problemu, to przy wspinaczce już tak.

Medziugorie Droga Krzyżowa

Gdy dotarliśmy do 12-stej stacji radość Jacka była nie do opisania, wyglądało to tak, jakby przed chwilą zdobył Everest! Mimo trudności dał, radę, szacuneczek 😉

Coś mi jednak nie grało, nie jest to jeszcze szczyt. Skoro tak wysoko już się wdrapałem, to idę dalej.

Medziugorie Droga Krzyżowa

IMG_5275

Za kolejnym zakrętem dostrzegam coś, bardzo znany kształt. Ciężko mi było przekazać tą wieść Jackowi ale jakoś musiałem to zrobić.

Wydusiłem z siebie:

-Jacek, to jeszcze nie koniec, stacji jest więcej!

Szybko ustaliliśmy kolejną wersję, stacji musi być 14!

Faktycznie tyle było, i wiecie co? Po tej wspinaczce zapamiętamy to do końca życia.

Na górze miał znajdować się pomnik Matki Bożej, niestety nigdzie go nie widzieliśmy pomimo tego, że byliśmy na samym szczycie. Wygląda na to, że wdrapaliśmy się nie na tą górę co chcieliśmy. Faktycznie później to potwierdziliśmy. Zejście zajęło nam prawie tyle samo czasu do podejście, wycieńczeni wróciliśmy do auta i ruszyliśmy w kierunku Sarajewa.

Medziugorie Droga Krzyżowa

 

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *